W międzyczasie zaczęłam spotykać się z mężczyzną, który został moim mężem. Piękny czas – ślub, romantyczne chwile, bukiety kwiatów bez okazji, planowanie mieszkania. Spotykaliśmy się ze znajomymi, chodziiśmy na zabawy, odwiedzaliśmy rodziców na niedzielne obiady.
Owocem naszej miłości była córeczka – przyniosła mi ogrom radości, dumy i szczęścia. Starałam się, żeby jej dzieciństwo było cudowne i niczego jej nie brakowało.
Pojawiła się okazja do zmiany pracy, więc przeniosłam się do księgowości w sekcji płac, w powstającym szpitalu.
Kiedy miałam 35 lat życie zaczęło pokazywać swoją ciemną stronę – straciłam moją mamę, chwilę później tatę. Do tego pojawiły się trudności w małżeństwie.
To nie był dla mnie łatwy czas.
W tym wszystkim zaszłam w ciążę. Po 13 latach urodziłam drugą córeczkę. Śliczna kruszyna, która wypełniła moje serce. Przyniosła mi dużo szczęścia i radości.
Po urlopie macierzyńskim szybko wróciłam do pracy. Z ciężkim sercem oddawałam córkę do żłobka, wiedząc, że zamiast być z nią w domu, muszę ratować domowy budżet.
Zostawałam nadgodziny, prowadziłam dom, zajmowałam się dziećmi i do tego wszystkiego mąż, który w tamtym czasie nie miał pracy.
Było mi bardzo ciężko i nie chciałam, żeby moje życie tak wyglądało.